Zawsze myślałam, że najtrudniej jest zacząć. Potem jakoś leci. Ostatnio jednak wydarzyło się coś dziwnego. Im bliżej ukończenia książki byłam, tym większy czułam opór. Nagle straciłam cały zapał, a do głowy coraz częściej przychodziły myśli, by rzucić to wszystko w diabły. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest? Czy nie o tym marzyłam? Czy nie taki był mój cel? Przez ostatnie miesiące robiłam wszystko, by skończyć pisać powieść, a tuż na finiszu zaczęłam sabotować własne działania. Wiedziałam, że kryje się za tym, coś więcej niż zwykłe lenistwo, dlatego zaczęłam drążyć temat.

Skąd ten opór i jak go pokonać?

Zapytałam samą siebie co się wydarzy kiedy skończę pisać książkę. Wyobraziłam sobie, co będzie dziać się dalej. Zdałam sobie sprawę, że mój opór przed zakończeniem pisania spowodowany jest strachem i obawą przed krytyką. Prawda jest taka, że kiedy skończysz pisać, prędzej czy później wystawiasz się na krytykę, czy ocenę. Zwłaszcza jeżeli chcesz się rozwijać i pisać coraz lepiej.

Bałam się tego, że ktoś skrytykuje moją pracę. Do momentu kiedy piszę, wszelkie błędy są niejako usprawiedliwione, bo przecież ja nadal pracuję nad książką. W momencie kiedy skończę pisać jest więcej niż prawdopodobne, że ktoś to w końcu przeczyta 🙂

Jeżeli chcesz solidnie popracować nad redakcją swojej książki, najlepiej nie robić tego w pojedynkę. I naprawdę kluczowy jest wybór takich pierwszych recenzentów. Dobrze jest wybrać osoby, które gruntownie przeczytają książkę, wytkną wszelkie błędy i nieścisłości. To boli. Przynajmniej mnie 🙂 Myślę, że właśnie przed tym chciałam uciec, przed tym chciałam się uchronić. Dlatego odsuwałam w czasie ukończenie książki.

Kiedy uświadomiłam sobie, czym spowodowany jest mój opór, było mi łatwiej pokonać strach. Doskonale wiem, że nie uniknę krytyki i tak będzie to trudne, ale bardzo, bardzo przydatne. Chcę się rozwijać, pisać coraz lepiej, pracować nad warsztatem i nie zrobię tego, jeżeli będę unikać oceny jak ognia. Bez wystawiania siebie i swoich książek pod ocenę jest to niemożliwe. Uświadomienie sobie ile mogę zyskać poddając się krytyce, sprawiło, że udało mi się ukończyć książkę.

Metoda, która pomogła mi skończyć

Chciałabym jeszcze opisać Wam metodę, którą stosowałam przez ostatnie kilka miesięcy i która bardzo pomogła mi w pracy nad powieścią. Roboczo nazwałam ją metodą karteczkową 🙂
Wymyśliłam ją kiedy miałam już zarys fabuły. Wypisałam wszystkie sceny z powieści na małych karteczkach. Każdą scenę opisałam na osobnej karteczke. Ustawiłam je obok siebie zgodnie z kolejnością, w jakiej sceny pojawiały się w książce. Dzięki temu, niejako z lotu ptaka, mogłam spojrzeć na całą fabułę, zobaczyć słabe punkty. Takie ogólne spojrzenie na całą historię, poskutkowało tym, że wyrzuciłam niektóre sceny, pozmieniałam ich kolejność i podopisywałam nowe. Następnie ponumerowałam karteczki i od tej pory codziennie pracowałam nad jedną karteczką. Skupiałam się na jednej jedynej scenie i krok po kroku przechodziłam do kolejnych karteczek, czyli kolejnych scen. To jest świetna metoda dla osób, które obawiają się zacząć pisać książkę, bo uważają, że to duży i obszerny projekt i nie dadzą sobie rady. Owszem, napisanie powieści nie jest proste, jednak rozłożenie tego „projektu” na czynniki pierwsze pozwala nam szybciej i łatwiej się z tym uporać. Bo jak zjeść słonia? Najlepiej po kawałeczku 🙂

O radzeniu sobie z dużymi projektami pisałam także tutaj 🙂

Mam nadzieję, że moje doświadczenia przydadzą się Wam w Waszych zmaganiach z pisaniem 🙂

 

Jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie sposoby na skończenie tego, co zaczęliście robić?

Cześć, mam na imię Ola i bardzo się cieszę, że tutaj jesteś! Jestem autorką tego bloga, a powstał on z bardzo prostego powodu. Uwielbiam pisać i dzielić się z innymi swoją wiedzą, doświadczeniem i przemyśleniami. Jeżeli kochasz książki i marzysz to napisaniu własnej powieści, to na pewno miejsce dla Ciebie 🙂