Nadmiar obowiązków, praca, realizowanie siebie, poszukiwanie pasji, presja bycia wszędzie – offline i online. Życie i bycie w ciągłym biegu. Czy kiedykolwiek mieliście poczucie, że życie przecieka Wam przez palce? Ja mam tak bardzo często. Po prostu czuję, że czas pędzi w zawrotnym tempie, a ja, żeby nadążyć, pędzę razem z nim.

Czasem udaje mi się zatrzymać się i zapytać samą siebie: Za czym tak pędzę? Czy naprawdę coś zmieni to w moim życiu, że wezmę udział w tym wyścigu? Po lepsze życie, lepsze pieniądze, lepsze mieszkanie, lepszą pracę? Myślę, że tak. Zmieni. Ale na gorsze.

Jestem osobą, która lubi mieć poczucie, że robi „dużo”, że „ogarnia”. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy naprawdę potrzebuję odpocząć i chcę po prostu nie robić nic. Kiedy jesteś przyzwyczajony, że ciągle coś robisz, nie jest łatwo przestawić się na tryb nicnierobienia.

Odpoczynek, a marnowanie czasu

Moja praca, pisanie książki, pisanie artykułów na bloga, bycie aktywną w mediach społecznościowych, wysyłanie newsletterów – to wszystko zajmuje bardzo dużo czasu w moim życiu. A oprócz tego jest jeszcze rodzina, przyjaciele, znajomi i czas dla siebie. No właśnie, czas dla siebie. Nie bez kozery w tej wyliczance znalazł się na ostatnim miejscu.

Uwaga, teraz będzie chwila prawdy! Myślę, że postępując tak, jak ja postępowałam (i niekiedy zdarza mi się to także teraz), czyli stawiając siebie na ostatnim miejscu, wkraczamy na prostą drogę do wypalenia i czystej ludzkiej rezygnacji z poczynionych planów.

Odpoczywając miałam wrażenie, że marnuję czas. Bo przecież w tym czasie mogłabym napisać kolejny post na bloga, czy popracować nad książką. A ja co? Leniłam się, zamiast coś robić! Realizować swoje cele, pasję, spełniać marzenia! Masakra, prawda? Przez bardzo długi czas tak właśnie myślałam.

Jednak teraz już wiem, jak głupie było to myślenie. Odpoczynek, czas kiedy nie robisz kompletnie NIC jest mega potrzebny! Odpoczynek od obowiązków, myślenia, robienia listy zadań, pracy, pisania, ustalania strategii, czysty RELAKS. Totalny chill, leżenie brzuchem do góry, nicnierobienie, jakkolwiek to nazwiesz. TO jest po prostu potrzebne.

Jeżeli nie poświęcisz odpowiedniej ilości czasu na wypoczynek zapomnij o tych wszystkich rzeczach, o których marzysz, albo które planujesz. Zapomnij o dobrym samopoczuciu, dobrym zdrowiu, pozytywnym myśleniu, wierze w siebie, spokoju ducha, po prostu o tym zapomnij.

To taka transakcja wiązana. Jeżeli nie pozwalasz sobie na odpoczynek, nicnierobienie bez wyrzutów sumienia, że w tym czasie powinieneś robić coś innego, to musisz liczyć się z konsekwencjami. To są skutki uboczne takiego wyboru.

Trudna sztuka nicnierobienia

Sztuka nicnierobienia jest jednak bardzo trudna. Zwłaszcza dla osób, które nie mają w sobie takiego nawyku, nie pozwalają sobie na czas tylko dla siebie. A jeżeli nawet pozwalają, to nie jest to czas w pełni wykorzystany, przez to, że przez cały czas myślą, że powinny robić w tym czasie coś zupełnie innego.

Ja cały czas uczę się tej sztuki. A jako, że jestem wymagająca wobec siebie i zawsze biorę na siebie za dużo, idzie mi to bardzo opornie. Jednak myślę, że najważniejszą pracę mam za sobą. Uświadomiłam sobie, jak bardzo myliłam się w ocenianiu tego, co robię źle, a tego, co robię dobrze.

Wiem, że odpoczynek jest mi potrzebny i kiedy odpoczywam powtarzam sobie, że to całkowicie normalne, że nie ma w tym nic złego, że nie jest to zmarnowany czas. Jest wprost przeciwnie. To czas kiedy ładuję swoje akumulatory.

Wiem też, że dla niektórych ten wpis może wydać się bez sensu, bo przecież co to za problemy? Kiedy jesteś zmęczony to odpoczywasz, nie? Ale zdaję sobie sprawę, że nie jestem sama, że są jeszcze osoby, dla których nicnierobienie jest sztuką i muszą się jej nauczyć. I właśnie dla nich jest ten wpis.

A jaki jest Twój stosunek do nicnierobienia? Podobnie jak ja, musisz uczyć się tej sztuki? A może wprost przeciwnie? Jeżeli masz ochotę, podziel się swoim zdaniem w komentarzu.