Przyznaj się, jak często zdarzyło Ci się szukać w Google: „Jak znaleźć motywacje do…”? I dalej: „Ćwiczeń, diety, pisania, zmiany pracy, nauki, biegania”, etc.?

Chcę Ci powiedzieć jedno, już na samym początku tego wpisu.

Przestań szukać motywacji! W przeciwnym razie nigdy nie zaczniesz działać.

Mam wrażenie, że mylimy pojęcie „motywacji” z chęcią i energią do działania. Gdy mówimy: „Mam dziś motywację do biegania”, to mamy na myśli, że właśnie dziś mamy chęć iść pobiegać. Mamy tyle energii, że bez problemu wskoczymy w strój sportowy i wyjdziemy na zewnątrz, potruchtać po parku.

Natomiast chęć i energia to nie jest nasza motywacja! Jeżeli nie przestaniemy utożsamiać motywacji z energią do działania, to wystarczy gorszy dzień w pracy, lekkie przeziębienie i nasza motywacja po prostu się ulotni!

Dobrze, zatem. Kwestie definicji mamy wyjaśnioną. Kolejnym krokiem, będzie odpowiedzenie na jedno bardzo ważne pytanie…

Co jest moją motywacją?

Co mnie motywuje do wstawania rano z łóżka? Nie wiem, czy wiesz, ale zdarza mi się wstawać o 5 rano, żeby pisać. Jeżeli masz Instagrama to zajrzyj na mój profil – o tu, gdzie na bieżąco zamieszczam swoje pisarskie zmagania 🙂 I tak, wrzucam Instastory o 5 rano! Piszę o takiej godzinie z dwóch powodów. Po pierwsze cały czas pracuję zawodowo i od poniedziałku do piątku stawiam się miedzy 8, a 9 w mojej „normalnej” pracy 🙂 A po drugie, rano pracuje mi się najlepiej, mam najbardziej kreatywne pomysły. Oczywiście, odkryłam to metodą prób i błędów! Próbowałam pisać po pracy, albo późnym wieczorem, ale kiedy nie mogłam skleić jednego prostego zdania, zdałam sobie sprawę, że muszę spróbować porannego pisania i to był strzał w dziesiątkę!

Ok, ale koniec tej prywaty – wróćmy do tematu. Co jest moją osobistą motywacją do wstawania rano i pisania? Chcę napisać i wydać książkę. Ale to jest mój cel, który nie zmienia się, czy mam dobry, czy zły humor, jestem szczęśliwa, czy smutna. Jednak wydanie książki nie jest moją motywacją. Co nią zatem jest?

Motywacjo – gdzie jesteś?

Niestety, w życiu jest tak, że o tej naszej motywacji pamiętamy wtedy, gdy jesteśmy zadowoleni, pełni energii, chęci do działania i całkowicie przekonani, że nam się uda! A zapominamy o niej, gdy przychodzi zmęczenie i frustracja. To dlatego motywacja tak silnie kojarzy nam się z energią do działania i mylimy te pojęcia.

Napisałam, że wydanie książki nie jest moją motywacją. To mój cel, ale nie motywacja. Jak odkryłam swoją motywację? Stale i do znudzenia zadawałam sobie wciąż to samo pytanie. Dlaczego? Dlaczego chcę to zrobić? Dlaczego chcę napisać i wydać książkę? Aż w końcu wyczerpałam wszystkie odpowiedzi. Polecam wykład Simona Sinka „Jak wielcy przywódcy inspirują do działania?”, do obejrzenia tutaj. Simon zachęca, by nieustannie zadawać sobie pytanie: „Dlaczego?”, by odkryć swoje „why”, bo to właśnie „dlaczego” jest naszą motywacją.

O tym, że kilkukrotne zadawanie sobie pytania: „Dlaczego?” może nam pomóc w osiągnięciu celu pisałam już na blogu. Jeżeli interesuje Cię ten temat, zapraszam tutaj.

A zatem zadaj sobie pytanie „Dlaczego chcę to zrobić?”

Ja, odpowiadając na serię pytań: „Dlaczego?” doszłam do wniosku, że moją motywacją jest wolność. Chcę czuć się wolna, niezależna, nieograniczona decyzjami innych.

Jeżeli masz już swoje właściwe „dlaczego”, nie zgub go, napisz na kartce i powieś w widocznym miejscu. Tak, jak wspomniałam wcześniej, gdy jesteśmy zmęczeni mamy tendencję do zapominania o tym, co nas motywuje.

Krok po kroku – do celu

Ustaliliśmy już, czym jest nasza motywacja. I to ta głęboka motywacja, która sprawia, że wstajemy rano z łóżka. Wow, to już coś! Ale każdy wojownik wie, że przychodzą w życiu takie chwile, kiedy morale spadają, nikt już nie pamięta o tym, o co była ta bitwa i nie widzi szans na szczęśliwy powrót do domu.

Zdarzają się różne sytuacje, które nas przytłaczają, wysysają energię, zabierają pewność siebie. Trzeba być na to przygotowanym! Zaopatrzyć się w oręż, którego będziemy używać, w czasie natarcia wroga! (Mam nadzieję, że rozumiesz te wszystkie moje metafory – wkręciłam się bardzo!).

Takim orężem są różnego rodzaju metody, które pomagają nam realizować nasze cele i postanowienia niezależnie od tego w jakim humorze jesteśmy, czy jesteśmy zmęczeni, czy nie, smutni, źli, czy szczęśliwi i zadowoleni. Po prostu robimy, co do nas należy.

Metoda małych kroków

Lubię tę metodę, bo jest skuteczna. Nauczyłam się już, że moje postanowienia nie powinny brzmieć: „Ćwiczę 3 razy w tygodniu przez minimum 45 minut”. Gdy decydowałam się podjąć realizacji takiego postanowienia byłam pełna energii i wypoczęta, a potem przychodził dzień, kiedy byłam zmęczona i na samą myśl, że mam ćwiczyć 45 minut, kładłam się do łóżka i przykrywałam szczelnie kocem.

Teraz moje postanowienia taką formę: „Jak tylko wrócę z pracy do domu, przebieram się w strój do ćwiczeń i robię 10 pajacyków”. Nie wiem, jak musiałabym być zmęczona i przybita, żeby nie zrobić 10 pajacyków… I właśnie o to w tym, chodzi! Najtrudniej jest przecież zacząć, a przeważnie nigdy nie skończy się na 10 pajacykach. A nawet jeśli, zrobię to absolutne minimum, to super! Mogę być dumna z siebie, bo zrobiłam to, co sobie postanowiłam!

Podobne postanowienie mam jeżeli chodzi o pisanie. Od poniedziałku do piątki pracuję nad książką przez 5 minut dziennie. Dzięki takiej formie mojego postanowienia wyeliminowałam problem z ROZPOCZYNANIEM. Bo zawsze najtrudniej było mi po prostu usiąść i zacząć pisać. Teraz nawet jeżeli mam paskudny dzień, nie chce mi się, marzę tylko o tym pójść spać i zakończyć ten dzień, to przecież TYLKO 5 minut. Siadam, otwieram plik, żeby po prostu to odbębnić i piszę kilka zdań. Albo wypisuję kolejne sceny, które chcę napisać. Z 5 minut robi się 20, nie wiedzieć kiedy. To jest właśnie potęga małych kroków!

 

A Ty znasz już swoje „dlaczego”? Wiesz, dlaczego piszesz?Stosujesz metodę małych kroków?